18.01.2004 :: 20:27 // Twój ruch (1) pokemony SIO! 18.01.2004 :: 20:33 // Twój ruch (2) trzeci blog... tutaj zostaje. wkleję przeszłość. na błędach trzeba się uczyć. i pamiętać to, co dobre. 18.01.2004 :: 20:38 // Twój ruch (0) as u wish [17.09.2003 - 23:41] Słowo o Stolarzu ;) i sie rozpisuje jak sobie zyczysz :) wiec zeby nie bylo watpiwosci: oficjalne slowo o Stolarzu PO RAZ DRUGI. Oczyszczalnia wspomnien [17.09.2003 - 22:40] To był zły dzien. Może i gdzies po drodze wydarzylo sie cos pozytywnego... to był zły dzien. Na tkliwosci mi sie zebrało. Spakowałam na razie tylko ksiażki a przy tym ze trzy razy sie pobeczałam. Może ja faktycznie jestem histeryczka? Wykopalam z tych przepastnych szafek jakies stare zeszyty z liscikami na ich koncu, jakies stare zdjecia, zakurzone listy, stare bilety wstepu do czegos tam i gdzies tam... oczyszczalnia wspomnien. W szafkach pusto. Stoi jedna torba z konkretami: ksiazka do tego i tego, zeszyt z tym i tym. Torba na wywózke. Zabieram tylko zdjecia. Ufam ze jeszcze bedzie wiele okzaji żeby nazbierac kolejne smiecio-pamiatki. Neologizmy – moja specjalnosc. Nerwy mi puszczja. Nic nowego, nie? Najstraszniejsze jest jednak to, ze został już tylko tydzien. 1 week. .:|:. [15.09.2003 - 22:49] Ziarnko Ale jeżeli- Jesli je rzucono i trafiło Na skałe? Cóż mogło poczac Z obowiazkiem Owocowania? Powiesz: nawet przez najgrubszy mur Przebije sie życie Chocby blade wiotkie chocby chore Na niemoc wzrastania Ale jeżeli- Nie ma rysy, szczelinki Wgłebienia? Jesli mnie rzucono- I na diamentowej tafli leże? Gnije? Milcze? after all [14.09.2003 - 22:23] Czas nicniepisania minał. ... „Wena” również. Jesli to kogos interesuje to bede mieszkac w tzw. „mieszkaniu studenckim” na Siedlcach. Pokój o jakim zawsze marzyłam, na poddaszu z veluxem, z antresola i materacem, bez zadnych smieciowych łóżek. Pokój niebieski i pusty jak całe to wielkie mieszkanie.. Dopiero wczoraj naprawde poczułam ze tesknie. Tak naprawde to nie chce sie stad ruszac. Gdansk to jedno wielkie blokowisko gdyby ktos pytal co tam jest ciekawego. Tak samo komunistyczne jak kazde inne głupie miasto. Wieżowce mieszkalne sa tylko dłuższe i wyzsze. I puste. so what now? [12.09.2003 - 22:04] cos sie przyczepiłam do angielskich zwrotów... nevermind wieje pustka w ogóle wieje. koniec. nie bede pisac bo nie mam o czym. w ogole jakis czas nie bede pisac. wybywam. na pewien czas. krótszy. krutży. fe I don't care to remember. [11.09.2003 - 23:04] Problem jak zwykle tkwi we mnie. Pozwole sobie stwierdzic ze jestem jednym wielkim chodzacym problemem. I tak, jak zwykle wyprowadzam sprawe do absurdu. OK. – moje bledy: Wyrachowanie. Bewzglednosc. Slepa logika. Intencjonalne sprawianie bólu. Pieprzone dazenie do DO-SKO-NA-ŁO-SCI. Pitolenie. No i niech bedzie. Jestem. Z torba glupich wad, które jak sie wydaje latwo naprostowac. A charakter da sie w ogóle zmienic? Możemy sprobwac. Ale bedzie mnie pieklo. Sprawdzilam. Kiedy sie powstrzymuje przy szczegolach, jestem bardziej agresywna przy sprawach waznych. Prawde mowiac to nie mam najmniejszej ochoty sie zmieniac. I nie chodzi o brak motywacji. Egoistka. Niech mnie tylko nikt nie strofuje że jestem slepa. Slepota bylaby blogoslawienstwem. Wszyscy raptem maja aureole nad glowami. I nie lubie U2. I nie wierze ze można sie uwsteczniac. To tylko kiepski pomysl nauczycieli na wytlumaczenie stagnacji. Znowu agresja. Nikt nie chce mnie przeciez skrzywdzic. Wszyscy chca mojego dobra. Dlaczego wiec caly czas czuje szpilki w plecach? Idea jest chyba pokazanie mi jak może byc fajnie kiedy sie je w koncu wyjmie... Mój mechanizm samoobrony działa. Szkoda ze ten fizyczny wysiadl, bo czuje sie jak Rokita na okladce Newsweeka. Akurat ta sama czesc glowy wydaje sie nie byc na swoim miejscu. Czekam tylko az mi zatoki wysiada. Po jaka cholere chodzi sie do lekarza? ¯eby wypisal Ci na recepcie BIOPAROX. A huk. Bedzie bioparox, deszcz i stagnacja. No i koniec. martwi mnie ksiezyc [10.09.2003 - 18:22] Nie jest już tak wielki jak niegdys, choc wciaż tak samo na niego patrze. Jak przemycic jakies sensowne slowa? Nie ma z kim dzielic radosci. Nie. Nie tak. Nie ma radosci. A może faktycznie nie ma z kim? Tak naprawde... Tak naprawde to Naprawde... Cholera... Nie mam pojecia co tak naprawde. Nienawidze sie powtarzac. bajeczka z moralem [07.09.2003 - 09:23] Kiedys, leciał sobie malenki ptaszek. Bylo bardzo zimno, wiał silny, siarczysty wiatr. Ptaszek zamarzł i spadł na ziemie. Kilka dni pozniej, na łace, na ktora spadł, pojawiło sie stado krów. Jedna z nich, nieopatrznie nasrała na zamarznietego ptaszka. Ciepły krowi placek ogrzał ptaszka i ten z radosci, że znowu żyje zaczał głosno spiewac. Swiergot ptaszka usłyszał kot, który wykopał go z krowiego łajna i zjadł. Jaki jest morał owej bajki? Nie kazdy, kto na ciebie sra, jest twoim wrogiem, nie kazdy tez, kto cie oczysci z gówna jest twoim przyjacielem. I najwazniejsze... kiedy jestes szczesliwy, pod zadnym pozorem nie spiewaj. 3city; day: 3 [04.09.2003 - 16:47] niestety... nie pada. koszmar co? kto moze niech jutro trzyma za mnie kciuki bo inaczej bede wam zatruwac zycie w tym olsztynie do konca zycia.. powtarzam sobie tylko: mam szanse, mam szanse, mam szanse.... ...mam szanse? 3city [02.09.2003 - 17:59] siedze na zadupiu. deszcz leje jak nalezy. powiem wam ze nic to przyjemnego zmoknac zeby potem siedziec w pomieszczeniu gdzie jest goroca jak w piekle. mogloby sie cos dziac. bo z tym deszczem to tak nie do kona mowilam prawde. chociaz wole jak pada... pokemony i te sprawy... [01.09.2003 - 22:20] pokemony. SIO! ;) zamierzam: [01.09.2003 - 22:16] Napisze wam co zamierzam. „wam”, bo wierze, ze jest was przynajmniej dwoje którzy to czytaja. Pomine grzecznosc pisania „wam, tobie, ci” wielka litera, bo nie wykluczone ze tak naprawde nie wiem kim jestescie. I nie wykluczone ze tak naprawde.. wbrew wszelkim pozorom nie mam do was szacunku. Chociaz podobno do wszystkich nalezy miec szacunek, ja te swoja „ulomnosc” jego braku wytlumacze tym, ze mimo dazen usilnych i staran wielkich idealem nie jestem i te –nazwijmy to – „zasade” w swoim kodeksie pomijam, gdyz nie pozwala mi na to pewna cecha charakteru, która znow zna osob bardzo niewiele i o których to osobach moge wyrazac sie litera wielka. Tak wiec Te osoby wiedza. Chcialam pisac co zamierzam. Wiec zamierzam.... Wiec zamierzam .... ? [31.08.2003 - 23:55] Strona 4/6 blog.as WORK LIKE U DON'T NEED THE MONEY LOVE, LIKE U'VE NEVER BEEN HURT AND DANCE LIKE NO-ONE IS WATCHING... nuda [31.08.2003 - 23:51] Vydavało sie, że mam tyle do poviedzenia. Vłascivie to napravde v tej chvili nie mam nic. V głovie pełno mysli – krótkich, urvanych nie do konca sensovnych. To ja je podsviadomie ucinam. Napravde nie chce o nich myslec. Nie chce myslec tych mysli. Reasumujac – to, co teraz robie nie ma najmniejszego sensu. Idea boviem było przelanie mysli.. Nuda Na filzofe mi sie zebralo. Zaraz polnoc. Obsesyjnie szukam... shit... czego ja szukam? ... Pojutrze vyjazd. Tym razem na dluzej. Na... 4 dni, ale bynajmniej nie v celu odpoczynku. Przede mna kolejny egzamin. Brr.. Bedzie dobrze, nie? Bo jak ma byc? Pozviedzam miasto... może pomylilam sie v liczbie plytek na chodniku,bo poza tym, to nieviele już mnie tam może zaskoczyc.. poucze sie sama v czterech scianach czyjegos pokoju. Niech navet pada... vtedy sensovniejszy vydaje sie byc spacer... cos sie przynajmniej vokol dzieje.. Spieprzylas [29.08.2003 - 20:31] Spieprzylas sprave. Oj jak cholernie spieprzylas. Pevnie Ci kiedys vybacze, bo Ty raczej rzadko partolisz tak vazne spravy – byc może v przecivienstvie do mnie. Bardzo viele ve mnie teraz zlosci. I poteguje ja jeszcze to parszyve uczucie bezrdanosci i pufff..... Taki stan nirvany ale na odvrot. Vszytsko vkurza i budzi niepokoj a nie vprovadza v stan „nic nie czucia”. Po prostu nie do konca viem, co sie dzieje ale vpieprza mnie to niesamovicie i nic nie moge poradzic. Cos jak przed egzaminami na ceryfikat, ale jak to napravde vyglada, vie tylko jedna osoba... i vspulczuje. Jezu jak ja siebie momentami nienavidze! I Ciebie tez. I ja też Cie cholera kocham. Parszyva duma. Nie mam ochoty tego tlumaczyc. Zapevne dlatego, ze NIE MAMA POJECIA jak to vszystko vytlumaczyc. "Piervsza vielka przyajzn to cos rovnie poteznego i pieknego jak piervsza milosc”, nie? Pamietasz ten dokument, który mi dalas, chyba pod koniec osmej klasy, jakos tak.. ile mialysmy lat? 15? Cholera, kazalas mi go czytac, jak „zvatpie” – to byo vypracovanie o „przyjazni” na jezyk polski dla Urbankovej. :D musze Ci je podlaczc, jesli go nie masz, bo... heh. Kiedys autentycznie dodaval mi otuchy i viary ze to co robie ma sens.. teraz.. teraz tez dziala, ale już inaczej. Można sobie pozyc na chvile „przeszloscia” skoro przyszlosc tak niejasno sie rysuje... bedzie dobrze, co? Ale i tak masz teraz kreche. Olbrzymia.. Tj. bardzo dluga. i dupa... [29.08.2003 - 00:15] no viec, jesli chodzi o moj vyjazd... nie byl to dzien, tylko pol dnia. nie odpoczelam od domu, bo zanim sie zorientovalam, juz bylam spovrotem... nic nie zalatvilam, bo nie bylo v rezultacie czego... navet deszcz nie padal... tylko PKP nie zaviodlo i v pociagu smierdzialo jak nalezy. God! co za dzien. ale nie pogadasz, rysuje coraz szybciej. dzisiaj skonczylam rysunek v poltoej godziny. szkic i vypelnienie, nie movimy o szczegolach rzecz jasna. huh, dobra, koncze bo pieprze. kiedys sie zbiore i vkoncu cos konkretniej napisze - slovo ;) first 24 hours and 10 minutes.. [27.08.2003 - 22:57] lal.. moja "ksiega gosci" peka v szvach. ;) bardzo mi milo vidziecie obu panov v moich stronach. jesli chodzi o "poradnik" panie Nexces, to hm... no tak, "od jutra zaczynam". vidze róvniez, ze posadza mnie pan o niekonsekvencje v działaniu.. i słusznie ;P zastnanvia mnie jedynie stvieerdzenie mr. MeHoW... co to vlascivie znaczy vg. Ciebie "rozvijac sie v dobrym kierunku"? first 24 hours... [27.08.2003 - 22:51] długi dzien za mna. jakbym byla jedyna.. za nami. choc v sumie to i nie vszystkim sie tak dluzyl zapevne... huh anyvay... zastanavialam sie dzisiaj dlaczego tak bezvarunkovo vybralam kolor czarny na strone.. ot i dylemat! koniec tematu. jutro vyjezdzam. pakuje manatki i mnie nie ma. na 1 dzien. to bedzie 1 dlugi dzien poza domem sam na sam ze soba v cuchnacym pociagu v za duzym miescie i pod dziuravym parasolem, bo zapevne bedzie lalo. ale tak tez jest fajnie, byle daleko stad.. na domiar ...zlego(?) nie mam zadnej ksiazki do czytania... uhg... NADAL CHAOS [27.08.2003 - 01:43] czasami sam tytuł by mi vystarczył... ale v koncu jakas zmiana.. sztat graficzna. tylko ten nieszczesny kalendarz mi vcielo. aaaallle kiedys go zrobie. grafika tez raczej tymczasova ;) HMM.. [27.08.2003 - 01:01] przegladam to vszystko co tu jest.. ok, przegladam czesc tego co tu jest i nasuva mi sie jedno stvierdzenie.. mianovicie: vieksza, zdecydovanie vieksza czesc serverov blogujacych przejely panie. gdzie tkvi przyczyna? v czym? hm? CZAS I TO SPRAVDZIC [27.08.2003 - 00:48] zastanavia mnie na czym vlascivie oplega "ukrytosc" tej noty? NA POCZATKU BYŁ CHAOS [27.08.2003 - 00:46] no dobra, teraz musze rozgryzc sprave grafiki, bo ta tutaj jest.. zvykła. pic polega na vprovadzaniu niezvykłosci. v zasadzie to nie mam pojecia o co dokladnie tu chodzi, ale odkryłam jedno! - server szybciej pracuje po północy ;) 18.01.2004 :: 21:08 // Twój ruch (0) duperele takie. hmh.. usunelam tylko jedną, ostatnią notatkę z tych co przed chwilą wkleiłam. piszę o tym, żeby o niej pamiętać. żeby nie krzywdzić ponownie. pozniej były 2 długie miesiące przerwy. i od dzisiaj zaczynam używać w internecie polskich znaków. kropka. tak być musi.. na podaniach do urzędów pisze już "sie" zamiast "się".. makabra.. 18.01.2004 :: 21:25 // Twój ruch (0) właśnie do mnie dotarło, że nie zapisałam komentarzy do tych starych notatek i spora część straciła przez to swój urok.. trudno 18.01.2004 :: 21:40 // Twój ruch (2) ZASADY: deska klozetowa w domu powinna być opuszczona zgodnie z regułami feng shui przez otwrty sedes ucieka energia. 19.01.2004 :: 00:48 // Twój ruch (0) CHCĘ JUŻ NIC NIE CHCIEĆ czuje sie jak POLSAT i tylko tyle na dzis, bo chyba lepiej wyłączyć telewizor niz ogladać ten chłam. 19.01.2004 :: 22:40 // Twój ruch (2) tramwajara z '2' nie pozdrawia tramwajarza z '12'. ale już '13' pozdrawia '12'... '10' nie zawsze pozdrawia '10'... '2' pozdrawia '8'... '6' zapala nawet swiatlo dla '12', żeby było widać że macha do niego (niej?) ręką... jaki jest system? system - znajomości? system układów mój-tramwaj-jest-tak-brzydki-jak twój-więc-cię-lubię? bo kiedy sprzet jest nowy to nikt nikogo nie pozdrawia.. hm... wyczuwam intrygę.. 21.01.2004 :: 00:30 // Twój ruch (0) cos na siłę? 'nie rób nic na siłę, wez większy młotek' ... nie pomaga. dzis piszę na siłę. skończyłam. 23.01.2004 :: 00:15 // Twój ruch (0) zły to był dzien. długi. kiepska noc. jednyna prowadzona przeze mnie w tej chwili działalnosc polega na nicniemysleniu. czasami przydaje sie i taka opcja... hmh.. zastanwiałam sie, czy nie lepiej byloby uzyc slowa nicnierobienie, ale byloby na wyrost. nicnierobienie... bez sensu.. paradoskalne slowo. gapie sie w ten monitor jak krowa w slup graniczny... moze ja juz pojde spac? pospie w koncu troche odpoczne.. ide. jakbym miala czasu za duzo... 24.01.2004 :: 20:45 // Twój ruch (0) śmiech na sali. dzisiaj w nocy wysnułam niezły wniosek: sprawy nigdy nie są tak skomplikowane jak wydają mi się być. hmh.. no i dopiero tutaj smiech na sali. miałam rację... moja nadinterpretacja... moja wyobraznia znaczy sie dziala. niestety pewnych faktów nie da się zmienić. może rzeczywiście powinnam poczytać coś o sobie ? jest gdzieś coś napisane? książka? gazeta? ulotka? ... 24.01.2004 :: 21:04 // Twój ruch (0) Zerwałem się z łóżka. Jest jeszcze noc. Rodzice chyba nic nie usłyszeli, chociaż serce wali mi z siła kilkudziesięciu decybeli. Dawniej lubiłem zamykać oczy i spać- błogo, rozkosznie. Teraz pojawiły się koszmary nie dajace wytchnienia. Jestem w ponurej krainie, gdzie wszystko jawi się odcieniami czerni. Mijam wisielców a każdy z nich ma przyczepiona tabliczkę. Przechodzę więc obok: gwałcicieli , morderców, złodziei, pijaków, nicponi... O tym, że kiedys byli ludźmi, swiadcza strzępy skóry rozpięte na szkielecie. Wiatr szepczacy „Za wasze grzechy” lekko porusza żałosnymi zwłokami. Otula również mnie. Z każdym oddechem tysiace igiełek rozdziera moje gardło. Zostawiaja metaliczny posmak, który czuje także po przebudzeniu. Nikły blask swiatła przede mna daje mi nadzieję. Jednak przystaje. Nie mogę uczynić już kroku. Wale pięsciami w powietrze, ale nawet one nie potrafia przebić niewidzialnej granicy. „Za wasze grzechy!” przypomina wiatr. W każdym snie moja tajemnicza przeszkoda przysuwa się coraz bliżej alei Trupów. Jestem uwięziony i nic nie mogę zrobić. Idę do łazienki, by pozbyć się z ust nieprzyjemnego smaku chłodnego metalu. Do końca nocy już spię spokojnie. -Czesć tato. -Czesć Piotrze.- Rano zdażymy powiedzieć sobie tylko tyle. Ojczulek- szycha w jakiejs firmie, spędza w niej cały dzień. Najbardziej lubię się spotykać z Kaska. Fajna dziewucha. Wystarczy, ze powiem „kocham cię”, a jej bliskosć mam zapewniona. -Piotrek, pójdziemy w piatek do kina?- twarz Kaski jest pełna oczekiwania. Oczy patrza błagalnie. -Pewnie, nie ma sprawy.-Oddycha już teraz spokojniej, a przy okazji rozpromienia się. Widocznie uradowałem ja. -Masz się zgłosić do wychowawcy. Na razie. -Czesć. Ciekawe, czego ten facet może ode mnie chcieć? Wprawdzie rodzice nie byli na ostatniej wywiadówce, ale ich nigdy nie ma (nie wyrabiaja czasowo). Dla swiętego spokoju wychowawcy na takie okazje zatrudniam jednego ze starszych kolegów, który gra mojego brata. Gosć dostaje za to trochę kasy, a nauczyciel jest zadowolony. Naiwny z niego człowiek. Powiedziałem mu, ze mama urodziła martwe dziecko. Ten incydent jakoby wywołał u mnie frustracje. Z tego tez względu nie potrafię się skupić na nauce. Profesor zrobił to, czego od niego oczekiwałem- mam ulgi w szkole. Sam sobie wyznaczam obowiazki. Jakież to łatwe- wymyslisz cos wiarygodnego i ludzie ci wierza. Stwarzam dla nich niesamowite historie. Mówię to, co oni chca usłyszeć. Dzięki temu kręci się wokół mnie parę osób. Karmię je kłamstwami, a one przyjmuja pokarm z uwielbieniem. Bawię się nimi, ale ich oczy wyrażaja podziw. Trzęsę się z zimna, bo w Alei Trupów jest chłodno. Przez cały czas przesladuje mnie płacz dziecka. Jakis bachor mazgai się bezustannie. Zwykle przemykałem obok wisielców, ale teraz przystaję i przygladam się. Wczesniej nie zwróciłem uwagi, że powróz na którym wisza, to nie jest zwykła lina. To cos ma kształt sznura, ale zamiast pętli sa... zacisnięte dłonie. Ludzkie palce oplataja gardziel zwłok. Długie pazury zostawiaja blizny na przeźroczystej skórze. Uscisk ten jest tak mocny, że oczy niemal wypływaja im z twarzy. Pod ostatnia szubienica znajduje mogiłkę- z niej dochodzi ten przeraźliwy płacz. Na kamiennej płycie wyryto: „Pamiętaj o mnie bracie”. Data narodzin i smierci jest identyczna. Wzdrygam się na mysl o martwym niemowlaku. Mam dosć tego koszmarnego miejsca. Jednak nie mogę dostać się do swiatła- wpadam na cos tak gwałtownie, że omal nie tracę równowagi. To ta przeklęta granica! Kopię ja w furii, ale to nie pomaga. Wiatr wzmaga swój swist „Za wasze grzechy”. -Czesć Piotrek, dzisiaj kino!- przypomina Kaska zaraz przy wejsciu do szkoły. Uswiadamiam sobie, ze mamy piatek. Zapowiada się miłe rozpoczęcie weekendu. Moim nowiutkim samochodem wpadnę po Kaskę, tuż przed rozpoczęciem seansu. Dziewczyna wyglada wystrzałowo-krótka spódniczka, obcisła bluzeczka, obcasiki i te boskie nogi. Zbliża się burza hormonów. Bez problemów znajdujemy miejsce w kinie, gdyż bilety załatwiłem wczesniej. Nawet nie zapamiętałem tytułu. Chwytam dłoń Kaski, nie oponuje, lecz przymilnie się usmiecha. Nie uważam jej za swoja dziewczynę- po prostu jest przy mnie. Po seansie idziemy na spacer. -Kocham cię- powtarzam wyuczona formułę. W zamian mam cielesnosć mojej partnerki. Dotyk za dźwięk. Każda ze stron ma to, czego oczekuje. -Jeszcze nigdy tak nikogo nie kochałem.- Po kolejnych bzdurach Kaska przymilnie lgnie do mnie. Jest zadziwiajaco naiwna, co mi wcale nie przeszkadza. Wieczór się udał. Pada deszcz krwi. Krople układaja się w „kocham cię”. Dziecko nadal płacze. Aleja Trupów opływa w czerwonej posoce, która nadaje wisielcom koloryt. Z trudem oddycham- kłujace powietrze i mdlacy smak krwi tamuja tchawicę. /zawierucha przybiera na sile. Nie mogę wyjsć z momentalnie rozrastajacych się kałuż. Wdrapuję się na jedna z szubienic majac nadzieję, że będzie ona dobrym schronieniem. . Krople miłosci tworza w Alei morze wznoszace się ponad poziom szubienicy. Płynę, ale machanie rękoma wyczerpuje mnie powoli. Reszkami sił, próbuję nie opadać. Rozpaczliwie zarzucam swoim ciałem. Już nie wytrzymam... „Kocham cię”, znów chlusnęło mi w twarz. Krztuszac się, tonę. Ramiona przestały machać. Metaliczny posmak odbiera oddech. Zdołałem jeszcze przeczytać na swojej piersi tabliczkę: „Kłamca”. 24.05.2000 27.01.2004 :: 16:00 // Twój ruch (0) wyrachowanie nie wymaga zdolnosci matematycznych... obłuda... jak waska skorupka.. zaciska mózg.. warto sie zastanowic jaki jest cel czy w ogóle jakis jest 27.01.2004 :: 21:02 // Twój ruch (1) co dziś chciałam powiedzieć? ... kompletny odstrzał... who cares? chciałam cos jeszcze mowic. przemyslalam to nie ma o czym. 28.01.2004 :: 02:27 // Twój ruch (0) -puk puk -kto tam? -ty. chcialam ci tylko przypomniec ze jestes niewyspana ... 29.01.2004 :: 01:07 // Twój ruch (0) out of mind... napisze, jak to przezyje. czyli za 2 dni. 31.01.2004 :: 18:17 // Twój ruch (0) IDEA zaczynam analizowac to, co chce napisac. tresc staje sie naprawde istotna. ograniczam słowa mysli byleby nikogo znowu nie uszkodzic slowami nieprzemyslanymi nie uszkodzic ciebie 31.01.2004 :: 19:26 // Twój ruch (0) na dzis koniec z ekspresja sama przestaje rozumiec swoje gadki. marnuje czas. patrze jak przeplywa miedzy palcami i dopiero teraz to do mnie dociera. myje glowe i zle mi bo czas plynie piluje paznokcie i zlosci mnie ze trwa to tak dlugo siedze tu przed monitorem... a czas plynie. jak syndrom 40 latka... czas ucieka tylko nie chodzi o to ze przez ten upływ sie starzeje tylko.. moglabym robic tyle innych waznych rzeczy... przede wszystkim mogloby mnie tu nie byc. taka akcja: kamera patrzy twoim wzrokiem, po czym odsuwa sie po łuku od ciebie ukazujac ciebie patrzacego w punkt. bez sensownie bezsensownie bessensownie mój zawsze najcieplejszy pokój zmarzł a ja w nim. swieczki pale bessensownie przerwa | |
